Artykuły

Ostatnie zmiany: 11.11.2013 22:37
(1411 dni i 15 godzin temu)

Parafia Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Rżące (1992-2012)

Zapraszamy do nabywania książki o histori naszej parafii i osiedla. Książka stanowi cegiełkę, a środki uzyskane ze sprzedaży będą przeznaczone na dokończenie budowy kościoła.
Zpraszamy do zapoznania się ze "Słowem wstępnym"

Konferencja Episkopatu Polski Archidiecezja Krakowska Caritas Archidiecezji Krakowskiej Centrum Jana Pawła II OPOKA - Labolatorium wiary i kultury Mateusz - chrześcijański serwis www Wiara - Portal Gościa Niedzielnego KATOLIK - Portal katolicki dla wierzących, wątpiących i poszukujących Fronda Polonia Christiana Katolicki Magazyn Internetowy Tygodnik Katolicki Niedziela Gość Niedzielny Mały Gość Niedzielny Przewodnik Katolicki Nasz Dziennik
Poprawny XHTML 1.1 Poprawny CSS! Monitor.us - Free website, server and network monitoring tool Spam Poison Community Nie lubimy spamu! Spam nie lubi nas!

Masz pytania, uwagi?
Napisz do .

Służyć Ojcostwu Boga

Bp Teofil Wilski

W Roku Kapłańskim swoje jubileusze obchodzi Jego Ekscelencja Ksiądz Biskup Teofil Wilski z Kalisza. Z okazji złotego jubileuszu, Ksiądz Biskup podzielił się swoimi refleksjami o powołaniu, kapłaństwie i posłudze biskupiej...

- Jak wspomina Ksiądz Biskup Swoich Rodziców i lata dzieciństwa?

- Kiedy miałem 4 lata wybuchła wojna, w wyniku której nastąpiła nasza wywózka do Piotrkowa Trybunalskiego. W 1945 roku zginął mój ojciec ranny w kręgosłup w czasie bombardowania. Były to czasy trudne i muszę powiedzieć, że po śmierci ojca, gdy miałem 9 lat, w moim sercu rodziła się jakaś wewnętrzna potrzeba wzięcia na siebie odpowiedzialności za rodzinę i spełnianie „roli ojca”. Stale się martwiłem, jak my sobie damy radę, co trzeba robić, jak zabezpieczyć abyśmy mogli normalnie funkcjonować, takie poczucie w mojej psychice zaważyło na moim zamartwianiu się o codzienne sprawy...

- Jak i kiedy rodziło się powołanie kapłańskie?

- Moje powołanie kapłańskie rodziło się w gimnazjum. W tym czasie zostałem ministrantem i dostałem się do internatu. Gdy wyjeżdżałem do szkoły, mama mi powiedziała takie zdanie, które bardzo mi utkwiło w pamięci: „jak ja bym miała tak blisko do kościoła, jak ty będziesz miał, to codziennie byłabym w kościele”.
Muszę także nadmienić, że mama bardzo wpajała nam potrzebę uczestnictwa we Mszach Świętych i jakoś głęboko sama rozumiała sens i znaczenie Eucharystii w naszym życiu. Wcześnie nauczyłem się ministrantury, ponieważ w gimnazjum uczyliśmy się łaciny. Często przychodziłem na Msze Święte i posługiwałem przy ołtarzu. Ta sytuacja miała duży wpływ na kształtowanie się mojego powołania, poprzez kontakt z kapłanem, z ołtarzem, mogłem doświadczać swoistego „pogłębienia religijności”. Inna sprawa, która także wpłynęła na moją osobowość, to wielkie zamiłowanie mojej mamy do czytania książek. Opowiadała nam często, że w okresie szkoły podstawowej nocami czytała książki i w ten sposób wpoiła mi zamiłowanie do lektury. Byłem dość zdolny, w szkole nie miałem trudności, więc dużo czasu poświęcałem czytaniu książek, a nasz prefekt miał bogatą bibliotekę, przeczyłem prawie cały jego zbiór. Czytałem dużo życiorysów świętych, dużo książek o misjach, o kapłaństwie i tak jakoś rodziła się myśl w moim sercu, czy i ja nie powinienem pójść drogą służby Bogu? Zacząłem rozmyślać o tym, czy nie zostać księdzem lub misjonarzem. Trudno dokładnie wskazać, w jakiej chwili zrodziło się we mnie powołanie kapłańskie, bo jest ono Tajemnicą i Darem Bożym, ale stwierdzić muszę, że największe zasługi w ludzkim wymiarze dojrzewania myśli o kapłaństwie, miała moja mama, która jak gdyby „wciągnęła mnie na drogę życia eucharystycznego”.

- Co może powiedzieć Ksiądz Biskup o swoich latach formacji seminaryjnej w Gnieźnie?

- Do Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie wstąpiłem w 1954 roku. Od roku Ksiądz Prymas Wyszyński był uwięziony przez władze komunistyczne. Pamiętam, że codziennie modliliśmy się w czasie Apelu Jasnogórskiego za Księdza Prymasa i o Jego uwolnienie. Życie w seminarium toczyło się niby normalnie, ale nie mieliśmy swojego biskupa w diecezji, na wszelkie święcenia trzeba było zapraszać biskupa z Poznania, bo i sufragan gnieźnieński ks. bp Lucjan Bernacki też był internowany. Rektor naszego seminarium również „był na banicji”. W tamtych ponurych czasach dochodziło do różnych rewizji w seminarium przez Służby Bezpieczeństwa PRL-u. Nawet jeden z kolegów był aresztowany, później były przymusowe wcielenia do wojska, ale całościowo życie seminaryjne wspominam bardzo dobrze. W tym sensie, że to wszystko, czego się wtedy uczyłem, rodziło we mnie głęboką radość poznawania prawdy, starałem się zgłębiać wiedzę, rozszerzać przekazywane nam wiadomości i to wszystko dawało mi taką głęboką radość. Z drugiej strony lata seminaryjne były dla mnie trudne, bo w połowie formacji miałem kłopoty zdrowotne, było nas dużo i rektor był ostrożny w wyświęcaniu alumnów „gorszego zdrowia”. Bałem się zatem, że mogą mnie nie wyświęcić. Kiedyś nawet w czasie rozmowy z Księdzem Prymasem Wyszyńskim, naszym Arcypasterzem, podzieliłem się tą obawą, a On spojrzał na mnie i tak życzliwie, po ojcowsku odpowiedział: „dasz sobie radę”. Seminarium wspominam także jako szkołę głębokiej formacji; studiowanie teologii, uczestnictwo w nabożeństwach, czytania duchowne, rekolekcje, przyjmowałem to wszystko, jako wyjątkowo potrzebne w kształtowaniu mojego kapłaństwa, a owe trudności zdrowotne jakby „pogłębiły mnie duchowo”.

- Jakich wychowawców i wykładowców z PWSD w Gnieźnie chciałby wspomnieć Ksiądz Biskup? Jaki wpływ na „kształtowanie się kapłaństwa” Księdza Biskupa miała Osobowość Prymasa Tysiąclecia?

- Z wychowawców nie chciałbym nikogo specjalnie wyróżniać. Byłem wdzięczny każdemu z nich za to, co nam przekazywali. Jeśli chodzi o osobę Księdza Prymasa, to dla mnie był zawsze Mężem Bożym, widziałem w nim Kogoś, kto ma wielki autorytet, występował z całą powagą, mocą, a z drugiej strony w kontakcie osobistym, gdy np. zapraszał kleryków do Swojej kaplicy i później na wspólne śniadania był bardzo ojcowski. Miał w sobie taką męską dobroć. Wtedy widziałem całościowo z jednej strony Męża Bożego, a z drugiej człowieka tak bardzo ojcowskiego i dobrego, a nawet czułego.

- Dzień święceń kapłańskich, prymicje i pierwsze lata kapłaństwa...

- Już wspomniałem, jestem człowiekiem wrażliwym, przejmującym się tym, co robię. Zatem wszystkie ważniejsze momenty w życiu bardzo mnie przytłaczały. Tak też było u początków mojego kapłaństwa - Mszę Świętą Prymicyjną bardzo przeżywałem. Miesiąc później otrzymałem dekret biskupi, kierujący mnie na pierwszy wikariat w Kcyni. Uczyłem tam w 5 szkołach na terenie parafii, do tego dochodziła wszelka posługa duszpasterska, czyli czas miałem bardzo wypełniony. Drugi rok już był łatwiejszy, ponieważ uczyłem w salkach przykościelnych. Po 2 latach pracy wikariuszowskiej, skierowano mnie na studia specjalistyczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, bo taka była wola Księdza Prymasa Wyszyńskiego. Ja wyrażałem chęć studiowania filozofii, ale Ksiądz Prymas widział mnie raczej na studiach teologii dogmatycznej i jak później okazało się, miał rację, bo naprawdę rozkochałem się w dogmatyce.
W czasie studiów zainteresował mnie szczególnie temat „Chwały Bożej”. Magisterium napisałem na temat „Nauka o Bogu i Opatrzności Bożej według Pseudodionizego Areopagity”. Rozprawę doktorską poświęciłem tematowi: „Chwała Boża w pielgrzymującym Kościele”. Tematyka ta bardzo odpowiadała mi duchowo.
Po 6 latach studiów w Lublinie, gdy już z doktoratem wracałem do Gniezna, od razu zaangażowano mnie do pracy i w kurii, i na kapelana biskupa, i na wykładowcę w seminarium. Tyle było tych nowych obowiązków, że nieraz do północy siedziałem i przygotowywałem wykłady. Później przestałem być kapelanem, potem i pracownikiem kurii, aż w końcu pozostawiono mi tylko wykłady seminaryjne na pełnym etacie.

- Jak wspomina ksiądz biskup okres rektorski w seminarium gnieźnieńskim?

- W seminarium gnieźnieńskim obok prowadzonych wykładów z teologii dogmatycznej, przez 6 lat byłem ojcem duchownym i później 6 lat rektorem PWSD, z nominacji ks. kard. Józefa Glempa, Arcybiskupa Metropolity Gnieźnieńskiego.
Pełniąc tę posługę, odczuwałem wielką odpowiedzialność i w tym sensie było to dla mnie trudne zadanie. Z usposobienia nigdy nie byłem typem przywódcy, jestem raczej łagodny, czułem jednak że muszę być wymagający... Potem scharakteryzowali mnie klerycy w jakimś opracowaniu na temat wykładowców, że byłem „za bardzo surowy”... Starałem się wymagać - owszem to prawda, ale czułem ciągle wielką odpowiedzialność za wychowanie młodych ludzi, którzy przygotowują się do kapłaństwa. Sam byłem wychowywany w atmosferze obowiązkowości, nakazów, zakazów, pracowitości, więc i sam wymagałem tego od kleryków. Ex post wydaje mi się, że chyba nie byłem zbyt dobrym rektorem... Być może byłem za mało radosny, swobodny i może mało wyrozumiały, ale to wszystko wynikało z przejęcia rolą wychowawcy i formatora powierzonych mi alumnów. Na szczęście są też dzisiaj kapłani, którzy kiedyś byli moimi studentami i wychowankami w Gnieźnie, którzy po latach wspominają, że przeszli „dobrą szkołę życia” i dziękują mi za tamte wspólne lata gnieźnieńskie.

- Jak przyjął Ksiądz Biskup wiadomość o nominacji papieskiej na biskupa pomocniczego diecezji kaliskiej?

- Pamiętam, że gdzieś pod koniec marca 1995 roku zadzwonił do mnie ks. Libera z sekretariatu Nuncjatury Apostolskiej, informując mnie, że Ksiądz Arcybiskup Nuncjusz chce się ze mną spotkać. Był to czas, gdy byłem rektorem PWSD w Gnieźnie i trochę zdziwił mnie ten telefon. Pojechałem zatem do Warszawy i już w dłuższej, bezpośredniej rozmowie dowiedziałem się, że Ojciec Św. Jan Paweł II chce, abym został biskupem pomocniczym w Kaliszu. Nominacja moja została ogłoszona 8 kwietnia 1995 roku. Z tą chwilą, zacząłem zastanawiać się nad hasłem biskupim. Zastanawiałem się nad nawiązaniem do patrona diecezji kaliskiej - Św. Józefa i nawet wstępnie wybrałem hasło: „Być ojcem na wzór Świętego Józefa”, które później zmieniłem na: „Służyć Ojcostwu Boga” mając w domyśle właśnie rolę Świętego Józefa. W herbie więc mam zapisane: „Paternitati Servire Dei” i w tym też duchu staram się wypełniać swoje zadania biskupa pomocniczego tak długo, jak tylko Pan Bóg pozwoli.
Sakrę biskupią przyjąłem w Kaliszu, w liturgiczną uroczystość Św. Stanisława Biskupa i Męczennika 8 maja 1995 roku z rąk ówczesnego metropolity poznańskiego ks. abpa Jerzego Stroby, a współkonsekratorami byli, ks. bp Stanisław Napierała - ordynariusz kaliski i ks. bp Bronisław Dembowski - ordynariusz włocławski.

- Jak wspomina Ksiądz Biskup spotkania z Ojcem Św. Janem Pawłem II?

- Będąc biskupem dwa razy osobiście spotkałem się z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Pierwszy raz w Skoczowie, a potem w Kaliszu. Papież w osobistej rozmowie zapytał mnie wprost, „czy piszę jeszcze o Krzyżu”?. Byłem zaskoczony tym pytaniem i faktem, że papież zna teksty „jakiegoś Wilskiego”, ale jednocześnie byłem bardzo dumny. Drugie spotkanie już było w Kaliszu i wtedy też zapytał o moje pisanie na temat Trójcy Świętej. Odpowiedziałem, że niestety już nie piszę, a wtedy usłyszałem żartobliwe słowa Jana Pawła II, że „ja też nie mam czasu pisać...”. Nie ukrywam, że to bardzo miłe, doświadczyć zainteresowania samego Ojca Świętego tam, w dalekim Watykanie moimi tekstami teologicznymi.

- Jakie duchowe treści, rady i wskazania przekazałby dzisiaj Ksiądz Biskup Jubilat młodym kapłanom i przygotowującym się do Kapłaństwa?

- Zmieniają się warunki, przychodzą nowi ludzie do seminarium, jest inna atmosfera w rodzinach oraz inne życie religijne w domach. Dzisiejsi kandydaci do Kapłaństwa są zapewne inni, niż kiedyś. Współczesnym wychowawcom i formatorom seminaryjnym radziłbym, aby nadal uczyli kleryków pracowitości, obowiązkowości, sumienności, bo z tym wiąże się ofiarność. Niestety dzisiaj w duchowości i psychice kleryków dostrzega się jakieś „duchowe rozchwianie”... Młodym kapłanom radzę, aby mieli zawsze czas dla Pana Boga, dla ludzi i dla siebie.
Wydaje mi się, że zbyt dużo gubią cennego czasu i energii poprzez częste wyjazdy, telewizję czy internet. Wszystko to składa się na pokusy rozbijające dzień pracy i obowiązków kapłana, a zagrażające duchowi modlitwy, służby i miłości. W takiej sytuacji potrzebna jest nade wszystko modlitwa i kontemplacja, wewnętrzne wyciszenie, kapłańskie rekolekcje i karmienie się Pismem Świętym, żeby się nie zagubić, żeby nie ulec pokusom tego świata i żeby dochować wierności i czystości.
Bez tego wszystkiego życie duchowe kapłana jest zagrożone...

Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę, a z okazji 50-lecia Kapłaństwa i 15-lecia Sakry Biskupiej życzę Waszej Ekscelencji światła Ducha Świętego, opieki Matki Bożej i Św. Józefa oraz sił i dobrego zdrowia na dalsze lata pasterskiej posługi. Szczęść Boże.

Rozmawiał:
o. Dariusz W. Andrzejewski CSSp
Tekst autoryzowany 1 czerwca 2010 roku

Bp Teofil Wilski urodził się 16 października 1935 roku w Skubarczewie w parafii Kamieniec, archidiecezja gnieźnieńska. Święcenia kapłańskie przyjął z rąk Prymasa Tysiąclecia Stefana Kard. Wyszyńskiego 11 czerwca 1960 roku w Bazylice Prymasowskiej w Gnieźnie. Przez pierwsze dwa lata pracował jako wikariusz w Kcyni. Następnie został skierowany na studia specjalistyczne w zakresie teologii dogmatycznej na KUL w Lublinie, uwieńczone doktoratem w 1968 roku.
Był długoletnim wykładowcą, ojcem duchownym i w końcu rektorem Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie. Mianowany biskupem tytularnym Castello di Mauritania dnia 8 kwietnia 1995 roku. Wyświęcony na Biskupa Pomocniczego Diecezji Kaliskiej 8 maja 1995 roku i ustanowiony Wikariuszem Generalnym Diecezji Kaliskiej 15 maja 1995 roku.